Dodatek cz. 7
Dzikie pszczoły samotnice, osa i sikora

 

Wrocław, wrzesień 2011 r.


Jak się przeprowadziłem do betonowego bloku to zabrałem ze sobą, z poprzedniego domu 2 duże gliniaki o wysokości 50cm i średnicy 38cm.
Gliniaki te były przeznaczone do kiszenia i przechowywania kapusty w okresie zimowym.
Teraz wywierciłem w ich dnie otwory i używałem je na balkonie, jako "doniczki" na kwiaty.Fot.1.
Na tym pierwszym zdjęciu widać, że wysoko nad gliniakami jest umocowana drewniana półka, na której stoi koszyczek na truskawki, w którym, każdego roku (od 6 lat) mieszkają sobie ptaki kopciuszki.
Pisałem o tym wcześniej z entuzjazmem, ale obecnie już się przyzwyczaiłem do tego, że każdego roku ptaki te przylatują na mój balkon i wychowują tu dwa lęgi, czyli 10 piskląt w ciągu lata. Fot.2.
Kiedyś zazdrościłem ludziom, którzy mieli w gospodarstwach wiejskich "swoje bociany", które tam regularnie wracały. Teraz ja też mam "swoje ptaki", które wielkością dobrze pasują do rozmiarów mojego balkonu.

Fot.1,2,3

Kopciuszki mają tu coraz lepiej, bo ostatnio na balkonie zrobiłem "płot" z dzikiego wina (Winobluszcz, Parthenocissus Planch.),oraz bluszczu pospolitego (Hedera helix L.), które posadziłem na zewnątrz balkonu. Fot.3.
Rośliny te tak się rozrosły, że muszę je teraz ciągle mocno przycinać. Fot. 4.

Fot.4,5,6

Ostatnio w tych moich "doniczkach" nie posadziłem żadnych roślin z powodu zacienienia, jakie spowodował ten "płot" z dzikiego wina a więc te gliniaki stały puste, wypełnione tylko wyschniętą ziemią kompostową, która pozostała po rosnących tam roślinach.

Wczesną wiosną zauważyłem, że w tych glinianych donicach "zalęgły" się jakieś owady przypominające "na pierwszy rzut oka" małe trzmiele.
Jak się im przyjrzałem dokładniej to zauważyłem, że latają one zdecydowanie lepiej od "ociężałych" trzmieli, bo potrafią nawet "stać" w powietrzu a oprócz tego "brzęczą" inaczej niż trzmiele, bo tak cienko i przenikliwie.

Okazało się, że te owady dobrze znam z widzenia, bo widywałem je na działce, ale nie wiedziałem jak się nazywają. Niestety na działce nie mogłem im się dokładnie przyjrzeć, bo były bardzo płochliwe i na dodatek niewiarygodnie szybkie.
Przylatywały tam bardzo wczesną wiosną, na kwiaty pierwiosnków (Primula L.) i jagody kamczackiej (= wiciokrzew siny, (Lonicera coerulea L.), które kwitły najwcześniej na mojej działce. Fot.5.
Ten krzew jagody kamczackiej wytwarza ciemnofioletowo zabarwione jagody, o podłużnym kształcie, które są jadalne i smakują trochę cierpkawo, co przypomina mi smak grejpfruta.
Na zdjęciu widać jak cały krzew jagody kamczackiej "obsypany" jest owocami.Fot.6.

Natomiast na balkonie owady te nie bały się mnie i nie przeszkadzało im, że ciągle zaglądam do ich "ula", który sobie zrobiły z tych gliniaków. Fot.7,8.

Fot.7,8,9,10

Teraz odnalazłem te owady (po obrazkach) w swoich książkach i myślę, że jest to jakiś gatunek pszczoły porobnicy (Anthophora sp.) należący do grupy pszczół samotnic.
Zacząłem uważnie obserwować zachowania tych swoich nowych lokatorów na balkonie.
Owady wykopywały norki w wyschniętej ziemi i trochę mnie zastanawiało, że te dziurki im się nie obsypują, bo ziemia w tych glinianych donicach jest sucha i sypka.
Dopiero jak zobaczyłem świeżą norkę to zrozumiałem, że one sklejają ziarnka piasku i dlatego ich korytarze mają trwałą konstrukcję.
Widać na tym zdjęciu starszą norkę, już wyschniętą i świeżą (po prawej) jeszcze "mokrą" od ich wydzieliny. Fot.9. Zauważyłem też, że jak owad wynosi z norki ziarna ziemi to robi to przednimi łapkami, ale porusza się do tyłu jakby ciągnąc tą ziemię za sobą.
Powoduje to powstanie takiej "ścieżki" od norki prawie do końca tej doniczki. Fot. 10.
Jednak ta "ścieżka" szybko zostaje zlikwidowana (wyrównana), bo jak owady "lądują" to wytwarzają bardzo silny "wiatr", podobnie jak to jest u "siadających" na ziemi helikopterów.
Silny podmuch powietrza, jaki powodują skrzydła owada zaciera te ścieżki i powoduje, że powierzchnia ziemi w tej kamionkowej donicy jest wyrównana i gładka.

     

Chcę pokazać te owady z bliska, bo to jest wyjątkowa okazja, aby zrobić takie zdjęcia tym bardzo płochliwym stworzeniom.
Na tych fotografiach widać, że owad dobrze czuje się na moim palcu i nawet pokazał całą długość swojego "języczka", który czyści przednimi łapkami. Fot. 11,12.
Zdjęcia te wykonałem samodzielnie trzymając na palcu lewej ręki owada a w drugiej ręce aparat fotograficzny. Owady te żyją bardzo krótko, bo już pod koniec maja nie widziałem osobników latających a wszystkie dziurki były zasypane i niewidoczne. Z tego, co wyczytałem w necie, wszystkie nasze 8 gatunków pszczół porobnic są pod ochroną.

Jak już jestem przy temacie pszczół samotnic to chciałbym napisać kilka zdań na temat murarki, dzikiej pszczoły, która też zaliczana jest do grupy pszczół samotnic.
Już od kilku lat nie widzę na swojej działce normalnych pszczół, które wcześniej widywałem często na drzewach owocowych.
Dlatego postanowiłem "przywabić" sobie dzikie pszczoły, aby mieszkały na działce i zapylały moje krzewy i drzewa. Przygotowałem dla nich kawałki trzciny powiązane w pęczki, które powiesiłem na ścianie altany. Fot.13.
Po pewnym czasie murarki tam zamieszkały, co widać po "zamurowanych" otworach w niektórych trzcinach. Fot 14.

Fot.13,14

Podobno murarek jest w Polsce aż 18 różnych gatunków.
Dlatego oprócz tego, takie same pęczki trzcin powiesiłem na dzikich krzewach na łące daleko za miastem, gdzie też w tych trzcinach osiedliły się murarki. Wtedy te pęczki trzcin (z murarkami) przyniosłem na swoją działkę, aby mieć różne gatunki tych pszczół u siebie. Nie piszę o szczegółach, bo w necie jest bardzo dużo fachowych informacji na temat pszczoły murarki.

Na działce mam starą altanę, zbudowaną częściowo z belek (krawędziaków) drewnianych. W jednej belce znajdującej się najniżej (na wysokości około 2 metrów) powstało zagłębienie wielkości średniego jabłka.
Wiosną, zauważyłem, że do tego otworu powstałego z powodu spróchnienia belki drewnianej, wlatuje duża osa. Wiedziałem, że to musi być "matka" ("królowa") os, bo o tej porze nie ma jeszcze zwyczajnych os, czyli robotnic. U os jest tak samo jak u trzmieli, czyli na jesieni giną wszystkie owady a pozostają i zimują w ukryciu tylko zapłodnione samice ("matki", "królowe"), które wiosną budują gniazdo, gdzie znoszą jaja, z których powstają robotnice. Najczęściej, na co dzień, widujemy w otoczeniu właśnie te robotnice, ale wczesną wiosną spotykane wyjątkowo duże trzmiele, szerszenie czy osy to są "matki" dające początek całemu rojowi os, trzmieli czy szerszeni.

W związku z tym, że ta osa "matka" zbudowała swoje gniazdo tak nisko, że mogłem tam bez problemów zaglądać, postanowiłem zrobić zdjęcia gniazda.
Niestety okazało się, że w tym otworze (o każdej porze dnia) jest półmrok i mogę obserwować całe gniazdo, ale jest tam za ciemno, aby robić dobre zdjęcia.
Okazało się, że nie mogłem użyć w tym wypadku lampy błyskowej, bo błysk światła nie obejmował tego otworu. Postanowiłem oświetlić ten otwór używając do tego celu zwykłego małego lusterka. W pewnej odległości od "celu" tak manipulowałem lusterkiem aż powstały "zajączek" (odbite światło słoneczne) trafił do otworu z gniazdem osy. Wtedy poprosiłem osobę towarzyszącą, aby trzymała nieruchomo cały czas lusterko a sam poszedłem robić zdjęcia. Patent z "zajączkiem" zdał egzamin, co widać na zdjęciu Fot.15.
Widać na nim całe gniazdo osy oraz 2 jajeczka (po prawej stronie) złożone przez "królową".
Jak wylęgła się pierwsza osa-robotnica to postanowiłem zrobić jej zdjęcia przy pracy w gnieździe. Jednak okazało się, że osa w momencie oświetlenia "zajączkiem" gniazda zawsze wycofywała się głęboko do tyłu, gdzie było ciemno. "Patent" z lusterkiem w tym wypadku nie sprawdził się, dlatego postanowiłem zmienić technikę oświetlenia gniazda osy. Na działce mam małe, białe, o owalnym kształcie wiaderko, w którym była kiedyś farba do malowania ścian. Osoba towarzysząca trzymała to wiaderko na wysokości gniazda osy a ja odwróciłem lampę błyskową na aparacie fotograficznym (w przeciwną stronę niż gniazdo osy) tak, aby błysk był skierowany do środka tego wiaderka.
W ten sposób odbite od białej, wewnętrznej powierzchni wiaderka światło lampy błyskowej trafiło do gniazda.
W ten sposób udało mi się zrobić zdjęcia os w gnieździe.Fot.16,17,18.

Fot.15,16,17,18

Wiem z obserwacji, że osy jedzą też mięso, dlatego ze zwykłej ciekawości spróbowałem dąć osom w gnieździe wędlinę (szynka z indyka) i okazało się, że im smakuje.
Na tym ostatnim zdjęciu (Fot.18) widać jak osy jedzą tą wędlinę.
Niestety zdjęcia te są technicznie "słabe", bo bardzo trudno mi było w tych warunkach wykonać "poprawne" fotografie a ściślej mówiąc ustawić pod właściwym kątem to białe wiaderko.

Teraz jak już wiedziałem, że osy jedzą wędlinę to postanowiłem zrobić już "dobre" zdjęcia osy, ale już na wolnym powietrzu.
Jak tylko nadarzyła się okazja to "przywabiłem" do ręki kawałkiem wędliny latającą osę, która natychmiast skorzystała z tej "propozycji" i zaczęła odgryzać tak duże kawałki mięsa, że trudem unosiła się w powietrze. Osa nie jadła na miejscu tylko nosiła zdobycz do gniazda. Potem wielokrotnie wracała aż w końcu skończyła mi się wędlina.
Na tych zdjęciach można sobie dokładnie obejrzeć tą osę w różnych ujęciach. Fot.19-26.

Fot.19,20,21,22
Fot.23,24,25,26
     
fot. 11

fot. 12

Załączyłem też zdjęcia z osą "siedzącą" na swojej dłoni w dużym zbliżeniu, aby pokazać szczegóły jej ubarwienia. Fot.27,28.
Widać tam też jak czyści sobie swoje czułki.
Zdjęcia wykonałem samodzielnie, trzymając aparat fotograficzny w drugiej ręce.

Teraz chciałbym jeszcze krótko napisać o swojej najnowszej obserwacji ptaków na działce.
Odpoczywając na leżaku w pobliżu gęsto ulistnionego drzewa gruszy słyszałem dość często odgłosy przypominające rzucenie kamienia w "środek" drzewa gruszkowego.
Jak zacząłem sprawdzać, co jest przyczyną tych dziwnych odgłosów to stwierdziłem, że powodują je wróble, które siadają na tym drzewie.
A że było to w okresie wiosennym to pomyślałem sobie, że to młode wróble nie opanowały jeszcze poprawnej "techniki lądowania" i lądują w sposób awaryjny na drzewie, robiąc przy tym tyle hałasu.
Ale pod koniec lata odgłosy te dalej się powtarzały a młode wróble już dorosły i powinny lądować na drzewie bezszmerowo jak to mają ptaki w zwyczaju siadając na gałązkach.
Zacząłem uważnie obserwować te ptaki.
W końcu zauważyłem, że duża część wróbli ma źle wykształcone ogony.
Zauważyłem też, że niektóre ptaki bardzo ciężko latają, co objawia się głośnym "furczeniem" skrzydeł. Myślę, że to powoduje zaburzenia w ich poprawnym "lądowaniu" na drzewie.

Zacząłem teraz uważnie obserwować ogony sikorek i wróbli, które regularnie przylatywały na moja działkę, do karmika. Okazało się, że duża część wróbli i sikorek ma niewłaściwie wykształcone ogony!
Postanowiłem zrobić zdjęcia tym ptakom, żeby pokazać, o czym piszę, bo trudno jest te defekty (zniekształcenia) piór ogona opisać słowami.
Jednak wykonanie tych zdjęć zwykłym (kompaktowym) aparatem fotograficznym okazało się trudne.
Zdecydowałem się na fotografowanie tylko sikorek, bo są bardziej ufne i pozwalają na bliższe moje podejście w odróżnieniu od wróbli, które się mnie boją.
Jednak sikory są to ptaki tak żywe i ruchliwe, że praktycznie niemożliwe jest zrobić im zdjęcia (ujęcia) takiego jak się chce. Fot.29.
Postanowiłem zmusić "sposobem" sikorki do pozowania mi do tych zdjęć. Do tego celu wykorzystałem "siatkę" z kawałkami orzechów włoskich, którą umocowałem płasko na ścianie altany.
Teraz sikora nie mogła się za dużo wiercić a jeśli już to tylko w jednej płaszczyźnie.
W ten sposób mogłem wykonać zdjęcia ptakom tak, aby były dobrze widoczne zniekształcenia ich ogonów a ściślej mówiąc piór, które budują ogon. Fot. 30-33.

Fot.30,31,32,33

Na tych kilku zamieszczonych zdjęciach widać wyraźnie te defekty w budowie ogonków. Na zdjęciu nr 33 widać też, że ptak ten oprócz źle wykształconego ogona ma "uschniętą" jedną nogę, która jest niesprawna i dlatego sikora wisi na "siatce" tylko na jednej nóżce. Myślę, że z tym defektem sikora ta ma małe szanse na przeżycie?
Ogon u ptaków spełnia rolę steru i budują go specjalne pióra zwane sterówkami. Prawidłowo wykształcony ogon u sikory, widoczny od strony dolnej i górnej, pokazałem na zdjęciach 29 i 29a. Widać na tych fotkach, że budują go wydłużone pióra o prawie takiej samej długości i ogon jest wtedy długi i "wąski".

Większość ptaków (wróbli i sikor), które przylatują na moją działkę ma niewłaściwie wykształcone ogony!
Nie wiem, co jest przyczyną tej anomalii, ale jest to bardzo niepokojące zjawisko i źle wróży dla przyszłości mieszkających tu ptaków.
Nie wiem też czy ten "czynnik" powodujący tą deformację u ptaków występuje tylko w mojej okolicy czy także na innych obszarach Polski?
Nasuwa się też pytanie czy ten nieznany "czynnik" powodujący te anomalie u ptaków nie działa w jakiś sposób także na ludzi?

W czasach studenckich praktyk brałem udział w badaniach nad wpływem radioaktywności rud uranu na wzrost roślin. Badania te były prowadzone na hałdach gdzie wyrzucano odpady z kopalni rud uranu, w okolicy Kowar, na Dolnym Śląsku. "Czysty" uran zabrali Rosjanie a promieniotwórcze odpady były wyrzucane i leżały na dużych hałdach w pobliżu już nieczynnych kopalni uranu.
Na tych hałdach rosły rośliny, które w sposób naturalny zarosły ten teren.
Naszym celem było sprawdzenie czy rosnące na tych hałdach rośliny wykazują jakieś objawy nieprawidłowego wzrostu czy rozwoju.
Przy użyciu liczników Geigera typowaliśmy miejsca o najwyższych promieniowaniu, aby zbadać rosnące tam rośliny. Pamiętam, że jedną z anomalii u tych roślin było wykształcanie liści w rozetce.
Piszę o tym, bo widoczne na zdjęciach nr 30, 31 ogony sikorek wykształcone w postaci "wachlarza" kojarzą mi się z mutacjami liści, jakie widziałem u roślin rosnących na tych hałdach w Kowarach.

Na koniec chcę pokazać "karmik", jaki stosuję do karmienia sikorek na balkonie.
Wcześniej pisałem o karmiku zrobionym ze szklanego słoika i był to dobry "patent", ale po pewnym czasie wróble nauczyły się także z niego korzystać i wyjadały tam wszytko.
Wróblom w zimie daje płatki owsiane, ale one też bardzo lubią ziarna słonecznika i jak przylecą z całej okolicy to nic nie zostaje dla sikorek.
Dlatego zrobiłem "karmik", do którego żaden wróbel nie wchodzi.

Fot.34,35,36,37

Jest to tekturowe pudełko po butach, które ma uchylną pokrywkę, (na wysokość około 5cm), którą zablokowałem w stałym położeniu małymi gwoździami po obu stronach (bokach) tego pudełka. (Fot.34). Biała strzałka na tym zdjęciu pokazuje miejsce włożenia gwoździka blokującego położenie pokrywki.
W ten sposób sikory mają przez całą zimę dostęp do ziaren słonecznika bez żadnej konkurencji.
Na zdjęciu ostatnim (fot.37) pokazałem wersję plastikową tego karmika zrobioną z pudełka po lodach.
Pudełko to, jest płytsze (od pudełka po butach) i ptaki nie muszą wchodzić do środka tylko stojąc na krawędzi dosięgają ziaren słonecznika w środku.


     
fot. 27

fot. 28

fot. 29

fot. 29a

Strona główna | Rura do rozmnażania zbrojników | Przeprowadzanie tarła zbrojników | Karmienie ryb i narybku zbrojników | Uwagi o zachowaniu zbrojników | O autorze | Kontakt-informacje | Dodatek-akwarium bez podłoża | Fotografie | Galeria zdjęć