Zobaczyłem na działce pod drzewem , że jeden leżący orzech włoski miał niedużą okrągławą dziurkę w twardej łupinie i w obrębie niej był trochę wyjedzony miąższ.
Dziurka wyglądała jakby była wiercona wielokrotnie bardzo małym wiertłem.
Po namyśle doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie dziurkę wydziobała sikorka i do karmika ( na działce) włożyłem połówki orzecha z łupiną. Pojawiły się sikorki bogatki i dziobały na miejscu albo próbowały wynosić całe połówki, które były dla nich za ciężkie.
W końcu zrobiłem z sztywnej plastikowej siatki prostokątne "torebki" na orzechy.
Dwa jednakowe prostokątne kawałki sztywnej siatki (9x6 cm) "zszyłem" po oczkach cienkim nierdzewnym drucikiem z obu długich i jednego krótkiego boku.
W ten sposób otrzymałem "sztywną torebkę" otwartą z jednego (krótkiego) boku, którędy wkładam duże kawałki wyłuskanego orzecha włoskiego.
Po załadowaniu "torebki" orzechami dobrze jest zamknąć w środku otwór kawałkiem drutu, bo sikorki będą brały orzechy na wynos a ma być konsumpcja na miejscu.
Taką "torebkę" umocowałem na sztywnym drucie a drugi koniec drutu na gałęzi drzewa lub gwoździu w ścianie altanki.
Najlepiej jest tak powiesić "torebkę", aby ptaki miały dostęp do orzecha z obu stron siatki, bo mają bardzo krótki zasięg dzióbka. Fot.1.
Ptaki bardzo szybko się przyzwyczajają do wypełnionej orzechami "torebki" i jak jest pusta to "krzykiem' domagają się orzechów.
Po pewnym czasie można próbować oferować im orzechy na wyciągniętej dłoni, ale wtedy "torebka" musi być pusta!
Jeśli na dłoni położymy kawałki (nawet drobne) to ptaki wezmą go (kawałek), odfruną i będą jadły na najbliższym drzewie lub gałęzi.
Chcąc, aby sikorka nie odfruwała z dłoni to trzeba orzech zgnieść na miazgę i wtedy będzie siedziała cały czas na ręku i jadła.
Napisałem "siedziała" w przenośni, bo ona się bez przerwy wierci na ręku, podobnie zresztą jak na drzewie.
Nie widziałem nieruchomo siedzącej sikorki bogatki z wyjątkiem 2 przypadków, późną jesienią.
Ja miałem wyciągniętą dłoń z okruszkami orzecha a ona (sikorka) nie miała odwagi sfrunąć na rękę i siedziała nieruchoma i nastroszona (puchata) niedaleko na gałęzi.
Pewnie była nowa i się bała, bo znajome to od razu siadają na rękę.
Mnie już ręka rozbolała, ale czekałem cierpliwie aż w końcu zdecydowała się i sfrunęła na dłoń. Głód zwyciężył.
Podobnie głód i mróz zmusił dzikiego łabędzia do brania pokarmu z ręki, bo normalnie zachowywał dystans 2 do 3 metrów. Fot.2,3.
Na działce nie wszystkie sikory jadły z ręki. Były takie, które się bały.
Próbowałem je jakoś rozróżniać, ale po wyglądzie nie mogłem, nie widziałem różnic.
Na wiszącej siatce z orzechami siedziała zawsze jedna sikorka i broniła zażarcie swojego miejsca, niekiedy siadała obok na gałęzi i dalej broniła (odpędzała) inne sikorki, dlatego zrobiłem kilka punktów z orzechami.
Raz zobaczyłem 3 sikorki uwieszone na siateczce. Zdziwiło to mnie, ale po chwili zauważyłem, że 2 były z wyglądu takie "ładne, kolorowe i nowe". Pewnie matka przyprowadziła dzieci na orzechy.
Sikorki odganiały także wróble, które też maja słabość do orzechów. Jednak wróble nie potrafiły wisieć na tych siatkach i czekały na ziemi pod "torebkami" na spadające okruszki.
Wiosną ptaki znikały albo pojawiały się tylko na chwilę, dziobnęły kilka razy orzecha i odlatywały, pewnie miały dużo pracy z młodymi.
Na działce na jesieni dawałem im też ziarna słonecznika, który chętnie jadły. Natomiast na wiosnę (maj) nie chciały w ogóle patrzeć na słonecznik
Jesienią jadły też płatki owsiane a nawet widziałem jak wydziobywały resztki owoców na drzewie.
Oczywiście orzechy zawsze były na pierwszym miejscu.
Na jesieni postanowiłem powiesić na działce skrzynki lęgowe.
Zacząłem szukać po książkach wiedzy o domkach dla ptaków, bo nic o tym wtedy nie wiedziałem.
W końcu w jednej znalazłem tabelę gdzie obok nazwy ptaka była podana średnica otworu wejściowego z dużą dokładnością aż do milimetra co mnie mocno zdziwiło.
Z tabeli wybrałem sobie szpaka i sikorkę modrą.
Wykonałem starannie skrzynki drewniane a średnicę otworu sprawdziłem jeszcze przy użyciu suwmiarki.
Domek dla modraszki powiesiłem wysoko pod dachem w frontowej części altany, na honorowym miejscu, nad drzwiami.
Na wiosnę do tego domku wprowadził się wróbel i zamieszkał tam na stałe.
Bardzo mnie to rozeźliło.
Ale co miałem zrobić z tym dzikim lokatorem, musiałem się pogodzić z losem.
Na dodatek ten wróbel, którego pierwszy raz w życiu widziałem wcale się mnie nie bał, on mnie po prostu nie zauważał i traktował jak powietrze.
Na bocznej ścianie altany, przy drzwiach, wisi karmik, w którym wróbel się pożywiał.
Nie miał daleko z domu, bo około 2 metrów w linii prostej.
Nie miałem wyjścia musiałem karmić tego darmozjada, na szczęście nie był wybredny.
Natomiast w domku szpakowym powieszonym na wysokiej gruszy zamieszkała para szpaków.
Zauważyłem, że tam otwór wlotowy jest z kolei za mały a szpaki z trudem się wciskają do środka.
Obserwowałem często, że szpak lecąc w powietrzu, jak jest blisko domku, robi się cienki i wydłużony i jak strzała wbija się w otwór, bez zatrzymywania.
Podejrzewam, że jakby się nie wydłużał to by się nie zmieścił do otworu wejściowego.
U szpaków nie działo się nic ciekawego z wyjątkiem niewierności pani szpakowej.
Jak szpak gdzieś odlatywał to natychmiast na gruszy pojawiał się konkurent i szpakowa dopuszczała się zdrady.
Raz widziałem jak samiec wrócił wcześniej i złapał ich na gorącym uczynku, bardzo zdenerwowany pogonił konkurenta, który usiadł na sąsiednim drzewie i czekał.
Ale to nie moja sprawa, ja miałem swój problem z wróblem.
Wróblowi wylęgły się młode.
Początkowo się nie zorientowałem ale zauważyłem, że wróbel wszystko zjada z karmika co położę. A jak nic nie ma to siedzi on w pustym karmiku i czeka. Taki cwany wróbel!
Jak zobaczyłem, że on nie zjada na miejscu tylko pakuje ile się zmieści do dzioba i nosi do domu to się domyśliłem.
Nie wiem co mają jeść młode wróble ale na pewno nie chleb, który najczęściej dawałem do karmika. Wróbel się tym wcale nie przejmował i nosił okruchy chleba do domku.
Kupiłem dodatkowo płatki owsiane i słonecznik a on nosił wszystko co wysypałem.
Wyraźnie role się odwróciły, ja głowiłem się nad dietą i dostarczaniem pokarmu a on spełniał rolę łącznika między karmikiem i domkiem.
Jakoś wykarmiliśmy wszystkie młode wróble.
Późną jesienią zdjąłem ten domek z honorowego miejsca na altanie i przeniosłem na wiśnię, rosnącą w pobliżu. Wróblowi to nie przeszkadzało bo w następnym roku znowu w nim zamieszkał.
Ja znalazłem następną książkę z opisem skrzynek lęgowych ptaków dla poszczególnych gatunków. Autor podawał tu całkiem inne średnice otworów wlotowych.
W końcu zrobiłem 2 nowe domki z otworem zdecydowanie mniejszym.
Jeden powiesiłem na bardzo zarośniętym i gęstym drzewie i zamieszkały w nim sikorki modraszki.
Drugi postanowiłem powiesić na swoim balkonie.
Mieszkam w betonowym bloku na parterze.
Mając już pewne doświadczenia w karmieniu sikorek na działce, w zimie regularnie dokarmiam je także na swoim balkonie.
Dawałem im na balkonie do wyboru orzechy, słonecznik i płatki owsiane, te ostatnie były zjadane niechętnie.
Ciekawe że nie chciały jeść słoniny, którą też powiesiłem na sznurku?
Przywiązałem do balustrady balkonu dużą gałąź aby miały gdzie rozłupywać ziarna słonecznika bo mają taką technikę, że przytrzymują "palcem" ziarno na gałęzi i walą w niego dziobem aż się rozłupie.
Jak nie miały gałęzi to z ziarnem w dziobie szukały odpowiedniego miejsca do łupania, najczęściej u sąsiada.
Aby nie przywabiać gołębi, słonecznik sypię do słoiczka w słoiku. Fot. 4.
Sikorki szybko się uczą i nie mają problemu z wyjmowaniem ziaren w odróżnieniu od innych ptaków. Oczywiście słoik musi być pod zadaszeniem, ja go stawiam na zewnętrznym parapecie okna.
Na balkonie wszystkie sikorki są zawsze bardzo płochliwe, uciekają jak tylko zbliżę się do okna lub ruszę firanką.
Pomyślałem, że tyle sikorek tu przylatuje może jakaś zechce zamieszkać w moim nowym domku.
Z trudem wywierciłem otwór w betonie i powiesiłem domek, który osobiście zaprojektowałem i wykonałem
Pewnego dnia osłupiały ze zdziwienia zobaczyłem na nim gniazdo, nawet nie wiem kiedy powstało. Fot. 5.
Okazało się, że spodobał się kopciuszkom. Mówiąc ściślej tylko dach mojego domku i na nim uwiły sobie gniazdo.
Każdy z moich znajomych, kto wyszedł na balkon i zobaczył mój domek z kopciuszkami to najpierw pośmiał się serdecznie a dopiero potem interesował się ptakami.
Jednak obecność takich miłych lokatorów(w bloku na balkonie !)i tak blisko okna (około 1 metra) łagodziła trochę podrażnioną dumę architekta.
Bardzo miło jest mieć taką ptasią rodzinę na swoim balkonie.
Kopciuszek nazywa się po łacinie Phoenicurus ochruros (Gmel.)
Bardzo mi się podoba rosyjska nazwa tego ptaka (gorichwostka czernuszka) płonący (gorejący) ogonek, właśnie po tym charakterystycznym czerwonawo zabarwionym ogonku najłatwiej go rozpoznać.
Drugą charakterystyczną cechą jest takie "podrygiwanie" (potrząsanie) ogonkiem w czasie siedzenia.
Samiec ma czarne zabarwienie a samica jest szara. U samca w okresie godowym występują białe podłużne plamki (lusterka) na skrzydłach.
Ptaszki te są mniejsze od wróbla.
Odżywiają się owadami co sprawia, że na balkonach jest mniej komarów i much.
Zagrożone wydają dźwięk zbliżony do chrapliwego krakania.
Ptaki ładniej wyglądają w naturze niż na rysunkach w książkach, które oglądałem.
Zaczynają swój śpiew o brzasku, kiedy budzi się dzień np. w maju o 4 rano.
Ich głos jest zdecydowanie inny od znanych ptaków np. kosów, jest on taki "szeleszczący".
Mnie się podoba, jest oryginalny i łatwo rozpoznawalny. Ptak podczas śpiewania siedzi najczęściej na dachu, w jego najwyższej części.
Ich śpiew słychać także pod koniec dnia.
Mają taki miły zwyczaj witania i żegnania dnia śpiewem. Fot. 6.
W pierwszym roku jak ptaki zbudowały gniazdo to duża wichura (z zawirowaniami) zabrała im i zniszczyła ukończone już gniazdo.
Jednak szybko wybudowały nowe.
W gnieździe wychowało się 5 piskląt.
Byłem przekonany, że odchody młodych ptaków zabrudzą mi podłogę balkonową i dlatego podłożyłem w tym miejscu duży kawałek folii.
Okazało się, że niepotrzebnie, pod gniazdem nie było śladu zabrudzenia!
Widziałem jak młode ptaki z trudem mieściły się w gnieździe, bo "domek" jest zawieszony blisko sufitu balkonu dlatego postanowiłem im zrobić specjalną półkę (na gniazdo)obok, jeśli przylecą w następnym roku bo tego nie wiedziałem.
W czasie zimy gniazdo znowu zabrał i zrzucił silny wiatr.
Na wiosnę ptaki przyleciały i znowu wybudowały gniazdo na dachu mojego "domku" mimo mojej ślicznej i eleganckiej półki.
Umocowałem im też pod domkiem tą gałąź od sikorek. Bo normalnie w zimie jest naprzeciwko drzwi balkonowych.
Nie mogłem patrzeć jak w ubiegłym roku kopciuszki w drodze do gniazda siadały na śliskich kloszach lamp oświetleniowych. Fot. 7.
Teraz miały łatwy i wygodny dostęp do gniazda. Fot.8.
Chyba to nie jest ta sama para co była w ubiegłym roku.
Obecne ptaki nie bardzo radziły sobie z budową gniazda i kawałek górnej części spadł im na podłogę balkonu. W dodatku samiczka zniosła jedno jajko (12 maja) i to na tej półce a nie w gnieździe.
Próbowała to jajeczko wysiadywać (na tej półce) ale w końcu strąciła jajko, które rozbiło się spadając na beton. Fot. 9,10.
Wszystko to wydarzyło się w maju i ptaki po tym zdarzeniu znikły.
Samiec pojawił się 1 czerwca i oglądał gniazdo.
Potem pojawiły się razem (18 czerwca), poprawiły trochę gniazdo i chyba przystąpią powtórnie do powiększenia rodziny.
Kopciuszki były bardzo aktywne przy gnieździe.
W końcu w gniazdku pojawiły się cztery małe pisklęta, które rodzice pracowicie karmili.
Na zdjęciach widać, że między innymi przynosili małym do jedzenia konika polnego, motyla oraz jakiegoś dużego owada, którego nie mogę rozpoznać. Fot.11,12,13.
Żarłoczne pisklęta jadły bez przerwy Fot.14.
Zobaczyłem także, dlaczego w gnieździe i jego otoczeniu nie było żadnych odchodów.
Rodzice w jedną stronę nosili pokarm dla małych a w drugą stronę zabierali odchody piskląt.
Po nakarmieniu, pisklę odwracało się tyłem do rodzica i wydalało kał w formie twardej bryłki.
Dorosły ptak brał do dzioba tak wydalany kał i odlatywał z nim po następny pokarm.
Udało mi się zrobić zdjęcie w trakcie tej czynności. Fot.15.
Małe ptaki szybko rosły i 20 lipca 2006 roku były w gnieździe już tylko trzy a na drugi dzień wszystkie wyfrunęły z gniazda.
Jestem ciekawy czy zjawią się na mim balkonie także w przyszłym roku?
Na koniec chciałem wspomnieć o zdarzeniu związanym prawdopodobnie z wędrówkami (przelotami) ptaków.
Na swojej działce na wiosnę zobaczyłem kilka małych (3-5 cm) dziwnych chwastów, których nie znałem. Fot.16.
Przesadziłem jednego na grządkę aby zobaczyć co za roślina wyrośnie. Wyrósł bardzo okazały i piękny piołun z silnym charakterystycznym zapachem, gatunek, który w Polsce nie występuje. Nie wiem z jakiego kraju pochodzi ten gatunek piołunu. Fot. 17.
Na drugi rok zacząłem szukać siewek tych roślin i znowu kilka znalazłem. Przesadziłem je na grządkę i potraktowałem jako rośliny ozdobne. Fot. 18.
Zawsze mnie też dziwiło skąd na mojej działce co roku pojawiają się siewki maku (kilka sztuk) ale zauważałem je także u sąsiadów. Fot. 19.
Na zdjęciu po lewej stronie widać jeszcze stare resztki łupin po słoneczniku z karmika.
Jednego roku ich nie wyrwałem aby zobaczyć kwiaty.
Okazało się, że jest to mak lekarski (Papaver somniferum L.) Fot. 20.
Prawdopodobnie mak ten musi pochodzić z krajów gdzie dozwolona jest uprawa tej rośliny.
Wyrastanie na działce siewek tych 2 gatunków roślin w pobliżu (2-3 metry) karmika dla ptaków sugeruje, że tylko ptaki mogły dostarczyć tutaj (w przewodzie pokarmowym) nasiona tych roślin.
Chciałbym powiedzieć kilka słów o nietypowych zagrożeniach dla ptaków ze strony człowieka, które stwarza nieświadomie.
Kiedyś w skrzynce lęgowej z wróblami zobaczyłem w otworze wyjściowym nieżywego młodego ptaka. Po otwarciu przykrywki skrzynki okazało się, że młody wróbel miał owinięty dookoła szyi sznurek, który go udusił.
Innym razem zobaczyłem w gnieździe młodego kosa (już opierzonego) który nie mógł wyfrunąć bo miał owinięty dookoła „biodra” sznurek, wykorzystany przez rodziców do budowy gniazda. Sznurek ten był tak „wrośnięty” w nogę, że prawie ją odcinał.
Dookoła tej pętli ze sznurka była bardzo głęboka, żywa rana, prawie do kości.
Bardzo często ptaki zbierają do budowy gniazd plastikowe sznurki i wydłużone elementy z tworzyw o czym ludzie często nawet nie wiedzą wyrzucając je na dworze, jak widać to na tym zdjęciu gniazda kosa. Fot.21.
Myślę, że to jest bardzo powszechne zjawisko ale uchodzi uwagi ludzi albo ich nie interesuje, że ptaki giną z tego powodu.
|
|

 fot. 1
 fot. 2
 fot. 3
 fot. 4
 fot. 5
 fot. 6
 fot. 7
 fot. 8
 fot. 9
 fot. 10
 fot. 11
 fot. 12
 fot. 13
 fot. 14
 fot. 15
 fot. 16
 fot. 17
 fot. 18
 fot. 19
 fot. 20
 fot. 21
|